Facebook
    Pinterest
    Instagram
    Twitter
    YouTube
    Google+

Szlak Orlich Gniazd – pieszej wędrówki dzień X

Zamek Korzkiew – Hostel Luneta Warszawska w Krakowie

Szlak Orlich Gniazd – pieszej wędrówki dzień X  (Dystans 17 km)  Mapa  Zdjęcia  Poprzedni dzień

Piękny poranek i śniadanie na zamku Korzkiew.

Zamek Korzkiew - Szlak Orlich Gniazd - pieszej wędrówki dzień XZamek Korzkiew - MŚ 09Dziś przedostatni dzień wędrówki, drugi z bardzo krótkich dystansów. Postanawiam poczuć się jak wczasowicz, więc nie wyruszam w drogę wcześnie rano, tylko zajmuję wygodne miejsce na dziedzińcu zamku i oddaję się lekturze ciekawej książki i relaksowi. Słońce grzeje od rana, pyszna kawa rozaniela podniebienie. „Kod władzy” wchodzi bardzo łatwo i szybko.  Dobrze napisana fabuła, tematyka zamkowo-tajemnicza. Na zamku promowana lektura, w każdym pokoju wersja drukowana i audiobook. Polecam…

Przyjeżdża Jarek, zabiera ode mnie większość zbędnych już maneli, zrzucam materiały na laptopa. Po raz kolejny mój serwis techniczny sprawdza się na stówę. Do zobaczenia pod Kopcem Kościuszki!

1. Do Krakowa 

Cóż tu wspominać o szlaku do Krakowa, czyżby już dopadła mnie tęsknota za kończącą się niezapomnianą podróżą? Czy może w jakiś sposób Jury różnią się od siebie? Pewno tak. Specyfika Jury północnej i południowej jest inna jeśli, chodzi o ukształtowanie terenu, o właściwości krajobrazowe. Inne doświadczenia też, spotkały mnie tu i tam… Ludzie jakby inni, nie diametralnie, lecz małe cząstki pewnych zachowań, zebrane w całość dają zupełnie inne postrzeganie… Hmm, byłbym niewdzięcznikiem, gdybym uogólnił, że tu, na południu Jury jest mi bardziej obco, że mniej gościnnie. Bo przecież zamek Korzkiew, Hostel Luneta Warszawska, do której dziś zmierzam, podały serce na tacy, zaprosiły, przygarnęły.
Ale to już rozważania na kolejne artykuły i opowiadania…

2. Sympatycznie pod Fortem (To)nie nie jest

Fort 44 Tonie - Szlak Orlich Gniazd - pieszej wędrówki dzień XDocieram do Pękowic, tutaj mam w planie zwiedzić dwa forty: 44 Tonie i 44a Pękowice. Pierwszy obchodzę ze wszystkich stron nie mogąc do niego dojść, wreszcie widzę zamkniętą na cztery spusty bramę. Wracam kawałek do tabliczki informującej, że zwiedzanie fortu tylko po uprzednim mailowym uzgodnieniu, grupy od 20 osób. Żadnego telefonu, zabite na głucho. Od budującego się w sąsiedztwie dostaję numer telefonu do kogoś z fortu. Nikt nie odbiera. Pierwszy raz spotykam się z taką sytuacją. No dobra, nie ma kogo zapytać, obiekt zabarykadowany, dostępność równa zeru! Przynajmniej Kryśka coś mi pokaże. Start, choć okropnie wieje, jeden krótki przelot i w drogę. O! Od bramy fortu leci jakaś babka, no to przynajmniej się czegoś dowiem. Dobrze, że akurat gdzieś musiała wyjść, bo nie odejdę stąd bez informacji… Może mnie wpuści, abym pooglądał? 

Okazało się, że ta kobieta robiła nabieg na mnie! Telefonu nie odbierają, ale kiedy zobaczyła na niebie drona, to postanowiła bronić fortu. Wyskoczyła z pretensją, że nie wolno, że nad zabytkowym fortem i takie tam banialuki. Oczywiście o wpuszczeniu i zwiedzeniu nie mogło być mowy…

Po wprowadzeniu pani w tajniki prawa dotyczącego latania dronami, co prawda odechciało jej się dzwonić na policję, ale usłyszałem, że taki światowy podróżnik jak ja, powinien sprawdzić sobie w necie, że do nich na zwiedzanie to trzeba się umawiać. To nic, że idę od Częstochowy już trzecią setkę kilometrów, podobno do nich ludzie idą i po 600! Masakra, nie polecam! Szkoda, że tacy ludzie mają we władaniu nasze zabytki!

Mam jeszcze taką cichą nadzieję, że ta pani nie reprezentowała interesów i faktycznych intencji zarządzającego obiektem.

Fort Pękowice, ponoć nieczynny odpuszczam sobie dla spokoju ducha. 

3. Kraków, ukochani dziadkowie i MOJE Orle Gniazdo

20170610_133615Przechodzę przez symboliczny Czerwony Most, którego zdjęcia nie zamieszczę, bo wszyscy go pokazują, ulicą Pękowicką idę na granicy Krakowa. Jedną nogą w Krakowie, drugą w Pękowicach, potem w Zielonkach, aż mijam Prądnik Biały i jak człowiek obiema nogami wchodzę do Krakowa. I tu kolejna ciekawostka; idę w słońcu, a nad centrum Krakowa szaleje burza, pięknie to wygląda i jest niesamowicie.

Wychodząc z Parku Korwoderskiego idę już w niemałej wichurze, jednak jestem pewien, że nie zmoknę. Tak już mam. Ulica Krowoderskich Zuchów i dworzec autobusowy Krowodrza Górka. Tu właśnie rozpoczyna się Szlak Orlich Gniazd! Dla mnie to zakończenie wędrówki, choć nie koniec. MÓJ Szlak Orlich Gniazd wiedzie przez Warszawską Lunetę, Wawel, aż do Kopca Kościuszki, dachu Krakowa.

W tym miejscu funduję sobie przemiłe wspomnienia dzieciństwa spędzonego w znacznej części w Krakowie, na króciuteńkiej ulicy pomiędzy ulicą Józefa Friedleina a Iwona Odrowąża, u moich ukochanych dziadków. Tędy właśnie przebiega trasa mojej wędrówki Szlakiem Orlich Gniazd – to jest MOJE Orle Gniazdo.

4. Warszawska Luneta i Wawel nocą

Z Warszawską Lunetą było tak: pani Sylwia z Noclegowo.pl zaoferowała mi nocleg w tym miejscu. Nie miałem za bardzo ochoty spać w hostelu, tym bardziej, że było to w Krakowie, gdzie kończy się moja wędrówka, więc przedłużanie o kolejny dzień nie miało sensu.

Luneta Warszawska - MŚ 17Luneta Warszawska - MŚ 11Jednak po rozmowie z przedstawicielem Warszawskiej Lunety i zaproszeniu na sesję zdjęciową pięknego zabytkowego obiektu, jakim jest fort, zdecydowałem, że warto. Przeplanowałem całą końcówkę mojej wędrówki tak, aby móc spędzić z Lunetą czas sam na sam. Było warto, bo zostałem bardzo ciepło przyjęty, oprowadzony nawet po niedostępnych częściach fortu, mogłem polatać Kryśką, nie tylko ponad Lunetą, ale i po dziedzińcu. Fajne wspomnienia, świetne foty, mile spędzony czas. Przytulny pokój z łazienką do mojej dyspozycji.
Na krakowskie wypady rewelacyjne miejsce! Polecam Hostel Warszawska Luneta!

Wieczorem wypad na miasto w jednym celu – Wawel nocą.

Wawel - MŚ 36

Dzień XI — Luneta Warszawska – Kopiec Kościuszki

Wszystkie dni wędrówki

Galerie 

Szlak Orlich Gniazd – pieszej wędrówki dzień X